Nasze wybrane projekty gotowe

  arch'IRYS     148.44 m2  
projekty domów
zobacz projekt

  archiAMELIA     169.89 m2  
projekty domów
zobacz projekt

  archiORZEŁ     225.19 m2  
projekty domów
zobacz projekt

Zobacz pozostałe projekty gotowe
 Poczytaj sobie

Feng Shui po polsku.
DOMU SWEGO BUDOWANIE

Na niebie miesiąc jak kołacz miodowy wychylał się i chował za strzępiaste chmury. Gdzieś zakrzyczał w gnieździe przebudzony ptak. Dochodziła północ, gdy dziewczęta zrzuciły odzienie i założyły uprząż. Konopne powrozy przecinały już białą skórę ramion, gdy skrzypiąc, radło ruszyło i odwróciło pierwszą skibę. Głęboka bruzda rozkrojonej ziemi oznaczyła miejsce pod nowe domostwo. Tej granicy Zły już nie przestąpi...

Własny dom. To najważniejsze miejsce na ziemi.
Wiele polskich zwyczajów związanych z budową własnego domu zatarło się w pamięci z upływem czasu. Podstawowe zasady pozostały nie zmienione.


MIEJSCE
Wybierano je zawsze bardzo rozważnie. Pod zabudowę nadawała się rozległa nasłoneczniona polana, najlepiej z dostępem do wody. Takie położenie zapewniało obfitość pożywienia i w pradawnych czasach zapewniało komunikację. Las w pobliżu dostarczał budulca.
Domów nigdy nie stawiano na pogorzelisku, miejscu bitwy, czy terenie skażonym zbrodnią.
Zaorana magiczna linia wyznaczała granicę, za którą złe moce nie miały dostępu. Dom zabezpieczony był przeciw wojnom, zarazom, pożarom, nędzy...
Pod przyszłym progiem składano ofiarę - czarną kurę lub koguta. Od zła chroniły skutecznie również: jajko, kawałek żelaza, siekiera czy podkowa.
Do dzisiaj, pod narożnikami nowo wznoszonego domu często zakopuje się chleb, ziarno, święcone ziele, sól, medalik i monety.
Zwyczaj kładzenia kamienia węgielnego też ma starą tradycję. Odpowiedniego kształtu kamienie ustawiano na narożnikach domu. Obracano je, każdy wokół własnej osi dopóty, dopóki w obrębie przyszłego domu zapanowała cisza radiestezyjna.

MATERIAŁY
Tylko naturalne. Kamienie, wapno, glina, drewno.
Drzewa wyrąbywano zimą, kiedy w pniach nie krążyły soki. Żywica zapewniała im wieloletnią trwałość. Wybrane do ścinki drzewa musiały być zdrowe i proste. Krzywe, powalone przez wichry i pioruny nie nadawały się do budowy ludzkich siedzib. Budując dom, gospodarz zwyczajowo prosił bliższą i dalszą rodzinę a także sąsiadów o pomoc w wyrębie, zwózce i stawianiu domu. Nikt mu nie odmawiał. Tak nakazywał prastary zwyczaj.

BUDOWANIE
Rozpoczynano przeważnie w środę lub sobotę, podczas pełni księżyca. Pierwsze belki oznaczone były krzyżami, lub innymi znakami zapewniającymi mieszkańcom szczęście. Była to rodzinna uroczystość zwana zakładzinami. Potem w radosnej atmosferze spożywano posiłek.
Symbolem nowego życia była wiecha, stawiana na dachu po zakończeniu stawiania ścian i konstrukcji dachu. Ten zwyczaj kultywowany jest do dzisiaj w niezmienionej postaci.
To kolejna okazja do biesiadowania.
Najstarsze domy nie miały okien. Dopiero w późniejszych czasach w ścianach pojawiły się otwory. Zrazu tak małe, że trudno było w nie wcisnąć głowę, potem coraz większe.
Szyby szklane pojawiły się u najbogatszych około XVIw. Miały postać grubych, mało przejrzystych gomółek, wielkości dna współczesnej butelki, spojonych taśmą ołowianą. Wcześniej w użyciu były cienkie drewniane deszczułki i błony z wnętrzności zwierzęcych. Stosowano również rozpięte na ramach, natłuszczone płótno, a nawet grubszy papier.

UŻYTKOWANIE
Drzwi wykonywano zawsze bardzo starannie. Były solidne, pięknie zdobione. Zamykano je zawsze, choć na wsi niekoniecznie na zamek. Wystarczały drewniane skoble. Niektóre drzwi wejściowe wyposażano w kołatki.
Są różne opinie jak powinna wisieć nad drzwiami podkowa. Tak jak litera "U", czy odwrotnie. Tak czy inaczej, ma przynosić szczęście i chronić mieszkańców.
Próg domu wyznaczał granicę dwóch światów rodzinnego i bezpiecznego - we wnętrzu i pełnego zasadzek i czyhających złych mocy - na zewnątrz budynku.
Zanim do nowego domu wprowadzili się mieszkańcy, do wnętrza, przez próg, wpuszczano zwierzę. Zły, jeśli się już zdążył tam zagnieździć, dopadał ofiary i wraz z nią wybiegał na podwórze. Dom zostawał oczyszczony.
Teraz należało przekroczyć wspólnie próg domu - mąż z żoną prowadzoną pod rękę.
Pozostałością tego zwyczaju jest przenoszenie przez próg nowo zaślubionej małżonki. (Lepiej to wcześniej przećwiczyć - potknięcie mężczyzny jest złą wróżbą - w przyszłości pewne kłótnie i spory małżeńskie.)
Dzisiaj także przestrzega się zwyczaju nie witania się i nie żegnania przez próg, który wówczas mógłby zwaśnić te osoby.
Progu nie przekracza się tyłem, niektórzy go nawet ze czcią całują.
Rąbanie drewna na progu to pewny pożar.
Zmarłego, żegnano z domostwem, stukając trumną o próg.
Od XVIIw. do nowego domu wnoszono chleb, sól oraz święte obrazy, które następnie uroczyście zawieszano nad łóżkiem, lub w tzw. "świętym kącie". Wśród wspomożycieli domostw wyróżniali się skutecznością: Święta Rodzina, św. Roch, Antoni, Teresa oraz Archaniołowie, których wizerunki wieszano najczęściej.
Przy drzwiach wejściowych umieszczano gałęzie brzozy, dębu, jałowca, głogu i tarniny. Ziele jemioły zawieszano u powały.

CZTERY KĄTY
Palenisko na środku kurnej chaty oświetlało i ogrzewało pomieszczenie. Gryzący dym wyciskał łzy z oczu, brudził ściany i sprzęty. Wydostawał się na zewnątrz przez uchylone drzwi wejściowe i tzw. dymniki. Strażniczką domowego ogniska była -oczywiście- kobieta. Krzesanie ognia nie było wówczas rzeczą łatwą. Czasem po ogień wpadła sąsiadka, której palenisko wygasło. (Dziś ma pewnie zapałki, ale przysłowie "wpaść jak po ogień" pozostało.)
Z czasem ogień przeniesiono do kąta izby. Najpierw pojawił się komin i okap, potem piec, kominek, wreszcie kuchnia z żelazną płytą rusztem i paleniskiem.
Kuchnia w rogu izby zajmowała cały kąt. Niekiedy była to bardzo rozbudowana konstrukcja z piecem chlebowym, okapem, zbiornikiem na wodę. W płycie wycięte były otwory, do których pasowały koncentryczne żelazne kręgi - fajerki. W otwory wstawiano garnki, by przyspieszyć gotowanie. Palono chrustem zbieranym w lesie, drewnem, a od XIXw. - węglem.
Ujarzmiony ogień słabo oświetlał mroczne izby. Dlatego na ścianach pojawiły się żelazne uchwyty do osadzania łuczywa - smolnych szczap, które kopcąc straszliwie, oświetlały pomieszczenia. Kaganki napełniane tłuszczem zwierzęcym lub olejem, też dawały słabe światło. Świec prawie nie używano - były bardzo drogie. Przełomowy wiek XIX wprowadził lampy naftowe - oryginalną konstrukcję skromnego aptekarza z Podkarpacia.
Możemy być dumni, że wynalazcą lampy naftowej był Polak - Ignacy Łukasiewicz (1822-1882), który trwale wpisał się do dorobku cywilizacyjnego ludzkości. To właśnie on opracował technologię wydobycia ropy i założył pierwszą rafinerię. (Warto o tym powiedzieć dziecku, podjeżdżając z rodziną na stację benzynową.)
Chaty były przeważnie jednoizbowe i dość duże. Niekiedy wraz z ludźmi mieszkały zwierzęta. Z czasem pojawiła się sień rozdzielająca kilkuizbową nawet część mieszkalną, od części gdzie hodowano zwierzęta.
Na co dzień użytkowano jedną - tzw."czarną izbę", której nazwę wywodzić należy od koloru okopconych ścian. Tu wedle pieca stała ława, na której siadano za dnia, aby odpocząć i spożyć posiłek. Nocą służyła do spania.
W izbie białej - paradnej - podejmowano gości i urządzano święta. Jej urządzenie świadczyło o dostatku zamieszkującej dom rodziny. We wspomnianym już świętym kącie stały narożne ławy, łóżka malowana skrzynia, pełniąca funkcję szafy. Ok XVIIIw. pojawił się stół z krzesłami.
Na łóżkach za dnia piętrzyły się pierzyny przykrywane wzorzystą kapą. Wieża z poduszek układanych od największej do najmniejszej sięgała sufitu. Na noc zdejmowano je, pozostawiając siennik ze słomy, pierzynę i poduszkę, często wypchaną sianem. Te "piękne łoża" najbardziej rozpowszechnione były na Mazowszu, w Rzeszowskiem, Lubelskiem i Białostockiem.
Nawet bardzo ubodzy starali się, aby ich izba biała wyglądała dostatnio. Drewniane ściany i deski podłogi pracowicie szorowano. Piaskiem, ługiem, kwasem z kiszonek - do białości.
W czarnej izbie stąpano po tzw. polepie - ubitej glinie z dodatkiem sieczki. Na niedzielę wysypywano na podłogi czysty piasek. Nierzadko we wzory. Piec bielono wapnem. Tynkowane ściany izby paradnej tez malowano wapnem. Wieszano wycinanki. To oryginalny polski zwyczaj. Słynęły z tego wschodnie i środkowe regiony kraju, zwłaszcza Kurpie. Zręcznie wystrzygane z kolorowego papieru, cieszyły oko odwracając uwagę od wyzierającego z kątów niedostatku.
Pod sufitem wisiały wielobarwne pająki wykonane ze słomy, papieru, barwionych opłatków, piór, kawałków włóczki i innych materiałów. Miały rozmaite kształty: kul, żyrandoli, graniastosłupów. Najlżejszy podmuch powietrza wprawiał je w ruch. Kołysały się nad głowami mieszkańców, wprawiały w podziw gości...
Belki niskiego pułapu, ramy okien i drzwi, oparcia krzeseł, wezgłowia łóżek, półki, nogi stołów i wszystkie nadające się do tego miejsca rzeźbiono kunsztownie i malowano. Dobry gospodarz potrafił dokonywać prawdziwych cudów.

OBEJŚCIE
Pasji zdobienia i upiększania nie wystarczały ściany izby. Rzeźbione i zdobione bywały całe domy - opaski okienne i drzwiowe oraz płot, studnia, budynki gospodarcze, a nawet psie budy. Słynna wieś Zalipie na Powiślu Tarnowskim zachwycała kolorami. Malowano tam nawet leżące na dróżkach kamienie.
Siedlisko ludzkie, prócz domu, składało się z zabudowań gospodarskich: obory, stodoły, piwniczki ziemnej, służącej do przechowywania ziemiopłodów. Granice podwórza ze studnią, ogródkiem i sadem wyznaczał płot. Dalej były pola. Wijąca się po horyzont droga wiodła do zgiełkliwego miasta. Tam jechało się rzadko. Na jarmark, na odpust do kościoła. Bo i po co częściej. W mieście wszak było niebezpiecznie. To wieś była "swoja", najbezpieczniej zaś było w obejściu.
Bezpieczeństwo mieszkańcom zapewniało ogrodzenie. Wiele zabiegów magicznych wiązało się z płotem. Nie wolno było pozostawiać na dłużej otwartej furtki, bo wejdzie przez nią "złe", które zaszkodzi całej rodzinie. Wylewając nieczystości przez płot sąsiad odczyniał "czary", złorzecząc i przeklinając sąsiada. Mógł też, wyciągając drzazgę czy patyk, sprowadzić na jego dom biedę czy inne nieszczęścia. Dzieciom nie wolno było bawić się pod płotem, zwłaszcza przełazić pod nim, bo przestaną rosnąć. Równie niebezpieczne dla losu malucha mogłoby okazać się podawanie go ponad płotem - czekałby go wówczas złodziejski żywot.
Za byle jakim płotem zawsze bezpieczniej - mówi przysłowie.
Ogrodzenia bywały różne. Uzależnione było to przede wszystkim od dostępnego budulca. Wyplatano je więc z chrustu, trzciny, patyków, żerdzi. Często dodając kolczaste gałęzie od zewnątrz, dla utrudnienia dostępu.
Sztachety równo z przyciętych desek nabijanych do dwóch poziomych żerdzi zamocowanych do słupków to wynalazek najmłodszy - rozpowszechniony od początków XX wieku.Na teren obejścia prowadziła furtka, w Małopolsce zwana również bramką. Duże wrota otwierano aby przepędzić bydło na pastwisko i przejechać wozem.
Najlepszym dowodem na to, że płot spełniał swe zadanie, były gnieżdżące się na terenie obejścia drobne zwierzęta. Zaskrońce uważane były za poskromiciela czarownic, które pod postacią ropuch przedostać się mogły na podwórze, aby rzucić urok na mieszkańców domu.. Podobnie przyjazne były jaskółki budujące gniazda pod okapem domu, którego pomyślność była przesądzona.
Największym szacunkiem cieszył się jednak bocian. Na starożytnym Wschodzie i w Europie uważany był za tego, który sprowadza wiosnę i zapewnia długowieczność.
Bociana ujrzeć w locie - wróżba zdrowia i pomyślności na cały rok. Dlatego ludzie , w obejściu których bocian założył gniazdo, pewni byli bezpieczeństwa domu i rodziny. Przecież bocian przynosi dzieci - ród nie wyginie.
Aby zwabić pomyślność do dziś przygotowuje się dla tych ptaków miejsca do zakładania gniazd. W Polsce południowej i wschodniej zabicie bociana uważano za jeden z najcięższych grzechów.

WĄTKI TRADYCYJNE W ARCHITEKTURZE WSPÓŁCZESNEJ
Postępująca globalizacja zaciera indywidualne cechy budownictwa regionalnego. Uniformizacja budownictwa związana jest z wieloma czynnikami. Mają tu swój udział m.in. ogólnodostępne materiały budowlane, gotowe technologie, a także projekty gotowe (biję się w piersi - W.S.). Jeszcze dziesięć lat temu, katalogi projektów gotowych zróżnicowane regionalnie, eksponowały cechy architektury miejscowej. Teraz już tego nie ma. Efekty widać w polskim krajobrazie. Rozłożyste "bungaloły", obok betonowych kostek z lat 70-tych, dalej "kanadyjki", rezydencje i kto wie co jeszcze...
Tradycja poddaje się technice i technologii. Wiele starych domów legło w gruzach w trakcie działań wojennych, inne zostały rozebrane. Nieliczne ocalałe obiekty niszczeją, opuszczane masowo przez mieszkańców z powodu niefunkcjonalności, braku wygód i zużycia substancji technicznej domu.
Ratunkiem pojedynczych obiektów są skanseny. Podejmowane są również próby wplecenia wątków tradycyjnego budownictwa regionalnego do współczesnych realizacji.
Taką inicjatywą był m.in. konkurs Słupskiego Oddziału SARP, ogłoszony w 1997 roku, na budynek jednorodzinny z funkcją letniskową o cechach architektury regionalnej. Prezentujemy tu jedną z prac konkursowych. Współczesny program funkcjonalny wpisany został w tradycyjną technologię i formę budynku. Efekt ocenić można oglądając rysunki.

Wiesław Suropek